11 marca 2009

trening

Wczoraj zaliczyliśmy dwugodzinną sesyjkę pedałowania przy rytmach muzyki w stylu Sensation White:) Było głośno, były światła, było strobo. Przemiła amtosferę zapewniła nam Magda prowadząca treningi low i hill. 
Do sukcesów zaliczam dojechanie do końca dwugodzinnej sesji. Całe szczęście nie oddaliłem się za bardzo od miejsca startu, bo jechaliśmy oczywiście na trenażerach stacjonarnych. Gdyby nie to, nie wiem czy zdecydowałbym się na taką przejażdżkę. Wciąż lecę na antybiotyku. Całe szczęście pikawa dała radę. Dojechałem do 182 bpm, bez szczególnych oznak wyczerpania. Tylko gardło trochę niedomagało i katar dawał się we znaki. Mam nadzieję, ze do soboty całkowicie się wykuruję, żeby dać czadu na Nocnej Eskapadzie
Bartek przyjął za to strategię mocowania się na granicy mocy swych muskuł. Od samego treningu low widać było że jedzie inną trasą. Na uphillach docisnął na 110%. Zlany potem, ledwie ciągnący w rytm kadencji. Nie zmieniło to faktu, że kiedy tylko wyszliśmy z rowerowni od razu rzucił się na siłownię, żeby podnieść swój poziom lansu na jakichś ekwilibrystycznych przyrządach. Dało się go odciągnąć dopiero jak sobie przypomniał, że zaraz idziemy na basen:)
Dzisiaj wieczorem spotkanie z Bartem i Majkim inkdividual. Ptaszki śpiewają, że coś ciekawego może z tego wyjść:) Nie zapeszam.